czwartek, 17 grudnia 2015

46. Do you remind me ?

Twoim ojcem, twoim ojcem, twoim ojcem, twoim ojcem. Słowa odbijają się w mojej głowie niczym echo. Patrzę na człowieka stojącego przede mną i nie mogę drgnąć. To jakiś żart prawda ? Kolejny niewinny dowcip ?
Mój oddech nagle staje się krótki, mam wrażenie, że za chwilę zemdleje. Kurczowo przytrzymuję się drzwi, kiedy kolejny raz podnoszę wzrok na nieznajomego.
-Przepraszam, ale to jakiś żart ?! Jeśli szuka Pan sensacji to przepraszam, ale nie śmieszą mnie takie żarty !
Nagle koło mnie znajduje się Lou. Patrzy na nieznajomego podejrzliwie, kiedy ja coraz bardziej tracę oparcie w nogach.
-Wszystko w porządku ? - pyta obejmując mnie ramieniem.
-Rozumiem, że jesteś zaskoczona, ale nie odnalazłem cię bez powodu kruszynko…
-Proszę tak do mnie nie mówić !
-Em kto to jest do cholery ?!
W ataku złości ignoruje pytanie Lou. Mężczyzna nagle pochmurnieje.
-Musimy porozmawiać
-Przepraszam, ale nie wydaje mi się, żebyśmy mieli o czymkolwiek rozmawiać. Zresztą to na pewno pomyłka - wzdycham - moi rodzice zmarli dawni temu
Czuję jak chłopak zaciska uścisk wokół mojej talli. Chcę mnie uspokoić.
Zamykam drzwi kiedy nagły opór mi na to nie pozwala.
-Co pan robi ?!
-Weź chociaż moją wizytówkę. W razie czego- błaga.
Widzę desperację w jego oczach.
Niepewnie biorę skrawek papieru i spotykam się z bladym uśmiechem człowieka. Z przerażeniem dostrzegam w nim takie same dołeczki jak u mnie. Szybko zamykam drzwi i wyrywam się z uścisku Lou biegnąc do łazienki. Kiedy tylko już się tam znajduję zamykam drzwi na klucz i powoli zsuwam się po drzwiach. Chcę krzyczeć, kopać, powiedzieć wszystko to co tłumi się w moim wnętrzu. Zamiast tego kolejny raz łzy opuszczają moje oczy. Ukrywam twarz w dłoniach czując przy tym jak tusz spływa mi po skórze. Wspomnienie rodziny jest dla mnie zbyt bolesne by kolejny raz rozdrapywać fakt iż istnieją. W mojej głowie już dawno umarli, dlaczego nie mogło tak zostać ?! Nie mam pojęcia kim był ten mężczyzna, ale zbyt wiele szczegółów potwierdza wersję jaką mi przedstawił. Nieważne, że wersję która ponownie mnie niszczy. Na samo uświadomienie sobie tego zaczynam jeszcze bardziej łkać.
Nagle do drzwi łazienki rozlega się pukanie.
-Em błagam Cię porozmawiajmy
Jego głos jest zdesperowany, ponownie budzi u mnie te dziwne motylki w brzuchu. W tej sytuacji nawet to nie chce skłonić mnie do otwarcia drzwi.
Zaciskam powieki jak najmocniej potrafię, nie chcę ich otwierać. Tak bardzo nie chcę ich otwierać! Nie chcę oglądać świata, który ponownie zaciska sznur wokół mojej szyji.  Łzy ponownie ściekają po mojej twarzy. Mam wszystkiego dość.
-Em ja i tak tam wejdę !
Otwieram drzwi i siadam przy szafce pod umywalką. Lou wchodzi niepewnie do środka i zamyka za sobą. Następnie podchodzi do mojej postaci i siada obok, mocno przytulając. Płaczę w jego jasną koszulkę, a tusz do rzęs rozlewa się po materiale ubrania.
-Kto to był ?
-Jak ci powiem to nigdy nie uwierzysz
-Darth Vader ?
-Ktoś znacznie gorszy Lou.
Sadza mnie na swoich kolanach i zmusza bym spojrzała mu w oczy. Ponownie przeciera moje mokre policzki i obdarowuje uśmiechem.
-Myślę, że ten drobiazg, który masz na palcu w zupełności wystarczy, żeby mi o tym powiedzieć skarbie.
Zerkam na diamentowy pierścionek i lekko się uśmiecham. Chłopak bierze moją rękę i przypatruje się klejnotowi.
-Jest piękny -odzywam się
Podnosi na mnie wzrok i odkłada moją dłoń na udo.
-Bo twój.
Owijam uścisk wokół niego, zaraz czując jego ramiona zaciskające się wokół mojego ciała. Znów czuje jak łzy spływają po moich policzkach.
-Ja zwyczajnie nie umiem ci o tym powiedzieć Lou- płacze - Boję się…..
Odsuwa mnie od siebie i znów spogląda prosto w oczy.
-Więc przestań się bać. Przecież wiesz,że przy mnie nic ci się nie stanie.
Biorę głęboki wdech i przecieram policzki.
-Pamiętasz jak opowiadałam ci kiedyś o mojej rodzinie ?
-O tym jak cię zostawili. Oczywiście, że pamiętam.
-Dokładnie- wzdycham- Ten mężczyzna uważa, że jest…...moim ojcem.
Natychmiast czuję na sobie ramiona Lou, kiedy ponownie zaczynam łkać.
-Ale jak to ? Przecież mówiłaś, że już nikt nigdy się nie odezwał.
-Dlatego bo się nie odezwał. Do dzisiaj. Nie wiem co myśleć Louis. To wszystko to jakiś koszmar !
-Nie martw się. Damy radę, przejdziemy przez to. Nie takie rzeczy już pokonaliśmy.
Opieram głowę o jego ramię, a chłopak zaczyna bawić się moimi włosami.
-Wciąż sobie to powtarzam, ale…..
-Nie myśl już o tym. Chcesz iść się położyć ?
-Nie zasnę.
-Wszyscy i tak już poszli spać. Jutro od 7 mamy nagrania w studiu.
-A ty tkwisz tu ze mną
Lou zaczyna się śmiać
-Zrozum w końcu, że to ty jesteś najważniejsza.
Teraz to ja zaczynam się śmiać
-Czekaj co to było ? Coś jakby...tak, na pewno...uśmiech !
Przytulam się do jego rozgrzanego ciała i całuje w policzek.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też kochanie. Teraz chodź- mówi biorąc mnie na ręce - Dzisiaj dostałaś zbyt wiele emocji jak na jeden dzień
Wtulam się w chłopaka do czasu kiedy kładzie mnie delikatnie na łóżku. Sięgam po kosmetyczkę i zmywam pozostałości tuszu jakie są teraz rozlane na mojej twarzy. Po chwili moja twarz znów wygląda w miarę normalnie. Lou kładzie się obok i patrzy na mnie ze współczuciem. Przykrywam nas kołdrą i układam głowę na jego torsie. Chwilę potem czuje jak opatula mnie ramieniem.
-Postaraj się zasnąć.
Podnoszę głowę i spoglądam mu w oczy
-Cieszę się, że Cię mam, wiesz ?
W ułamku sekundy wargi Louisa odnajdują moje. Czuję płomień rozchodzący się po moim ciele, kiedy zaczyna całować moją szyję. Nagle wszystko się ulatnia. Jesteśmy tylko my. Ręce chłopaka wędrują po moich plecach, kiedy ja coraz mocniej zanurzam palce w jego karmelowych włosach. Nagle jednak Lou nas oddziela. Oboje łapczywie łapiemy powietrze.
-Em ja nie mogę. Nie masz pojęcia jak tego chcę, ale nie mogę. To dla twojego dobra.
-O czym ty mówisz ?
-Jesteś sfrustrowana, rozżalona. Nie możemy teraz tego zrobić. To tylko pogorszy sprawę.
Przez pierwsze sekundy odrzucenie z jego strony boli jeszcze bardziej niż myślałam. Boli bardziej od wszystkich tych łez, które wylałam godzinę temu. Powstrzymuję łzy, a w odpowiedzi szepcze tylko ciche okej, po czym ponownie kładę się obok chłopaka. Tym razem tyłem do niego. Już po chwili czuję jak owija swój uścisk wokół mojej talli i przyciąga do siebie.
-Przecież nie chciałem cię zranić Em- szepczę w moje ucho.
W pokoju panuje zupełna ciemność, słyszę jak szybko bije jego serce.
-Nie zraniłeś -odpowiadam łamiącym się głosem. Cholera !
Lou odwraca mnie w swoją stronę, nasze twarze dzieli niewiele. Chłopak ma głowę wspartą na łokciu przez co znajduje się trochę wyżej niż ja. Czuję się taka mała.
-Naprawdę myślisz, że dam się nabrać ?
-Naprawdę nic mi nie jest- mówię kiedy kolejna łza spływa mi po twarzy
Lou delikatnie muska moje wargi swoimi, a ja zarzucam mu ręce na szyję. Odsuwa się,  żeby spojrzeć mi w oczy i odgarnia mi kosmyk włosów za ucho.
-Lepiej ?
-Lepiej.
-Chodź tu - mówi rozkładając ramiona
Wtulam się w chłopaka czując owijające mnie ramiona Lou. Jest mi tam dobrze. Krótko potem oddech Louisa się wydłuża. Śpi.
Próbuję zrobić to samo, ale z marnym skutkiem. Kiedy w końcu przenoszę się w krainę moich snów, niestety okazują się być koszmarami.


Jesteś nikim, jesteś nikim, jesteś nikim. Znajomy głos rozlega się w mojej głowie, kiedy zginam się wpół zasłaniając uszy.
-Przestań !- krzyczę coraz głośniej  
Palący ból rozwiewa się w okolicach mojego brzucha. Odchylam przyciskającą miejsce dłoń z przerażeniem uświadamiając sobie, że jest cała we krwi. Bluzka już całkowicie nasiąknięta krwią ,wydaje się być zbyt ciężka. Podnoszę wzrok, a jedyne co widzę to zamglony obraz kierującej się ku mnie postaci.
Rozpoznaje zielonookie spojrzenie. Jego wyraz twarzy jest poważny, patrzy na mnie z pogardą.
-Chyba najwyższy czas, żebyś to ty wreszcie odkryła prawdę Emilly.
Brak mi tchu, nie mogę mówić !
Nagle obok Lou znajduje się mój ojciec. Obejmuje chłopaka ramieniem.
-W końcu- wzdycha- moje dzieci w komplecie
-Ból brzucha staje się coraz mocniejszy. Wydaje z siebie stłumiony lęk.
-Tak jest Em. Jestem twoim bratem

Z krzykiem zrywam się z kanapy i przeczesuje włosy. Czuję jak Louis przyciąga mnie ku sobie. Wpadam w jego ramiona i zaczynam gwałtownie łapać powietrze.  Jestem roztrzęsiona.
Chłopak gładzi mnie po głowie wciąż powtarzając spokojnie. W tamtej sytuacji za nic w świecie nie chcę opuszczać tych otaczających się wokół mnie ramion.
-Jesteś bezpieczna kochanie.


*******************************************

Ta dam !  No i jest następny :) :D
Kochani dziękuję wam za całe wasze wsparcie i zainteresowanie blogiem. Jesteście niesamowici ❤
Do następnego ! :)





1 komentarz:

  1. Genialny! Fantastyczny! Cudowny! Wow! Kocham! <33333 <333 Tyle emocji :o Biedna Em :/ Ale jak słodko z Lou :3 I nadal przeżywam ich zaręczyny aww.. :D To mój ulubiony blog EVER <3333 <333333 Jesteś najlepsza :* Jestem bardzo ciekawa co dalej? Nawet nie mam pomysłu co jeszcze dla nas szykujesz :P Uwielbiam i czekam na next'a z tak prze ogromną niecierpliwością :3 Buziaki i dużo weny kochana :*

    OdpowiedzUsuń