sobota, 11 lutego 2017

Moje skarby kochane...

Witam wszystkich tych, którzy być może jeszce tutaj pozostali. Nie zapomniałam o was, nigdy nie potrafiłabym zdobyć się na coś takiego. Chciałabym żebyście wiedzieli, że przez ten cały czas wciąż byłam obecna: przeglądałam posty, szukałam motywacji, weny, szukałam błędów, które popełniłam.
Byłam tutaj.

Czuje, że powinnam skończyć to co zaczęłam, spisać to, co być może zostało już powiedziane.
Jestem wam to winna. Jedyne co chciałabym wiedzieć to fakt czy ktokolwiek jeszce tu pozostał.
Odezwijcie się misie :*


W międzyczasie znów zaczęłam pisać.
Jest przy wolnej chwili mielibyście czas i chęci to zapraszam na moje nowe ff o Harry'm :)
Jest dostępne na wattpadzie pod tytułem "Almost Home"


Kocham i przepraszam za wszystko :') :)

czwartek, 4 lutego 2016

Ach......

Witajcie kochani :*
Ta notka będzie kolejną z tych "organizacyjnych", więc już z góry przepraszam wszystkich którzy myśleli, że to nowy rozdział. Przepraszam misie :(
Nowy rozdział pojawi się już niedługo :) :)
Ale nie w tym rzecz :D
Ostatnio zaczęłam tworzyć inne historię, którymi również chciałabym się z wami podzielić :)  Tą którą dzisiaj mam na myśli jest następnym fanfiction, jednak tym razem poświęconym  5 Seconds of Summer, a w szczególności osobie Luke'a Hemmings'a.  Byłabym wam OGROMNIE WDZIĘCZNA za spojrzenie na to opowiadanie waszym profesorskim oczkiem :D :) Wasza opinia jest dla mnie naprawdę ważna :*
Opowiadanie znajdziecie na wattpadzie pod nazwą NEXT CHANCE  :) Naprawdę liczę, że przypadnie wam ono do gustu :*

Zdaję sobie sprawę z tego, że ostatnio już pojawiła się taka notka i naprawdę was przepraszam. Ostatnio robię troszkę dłuższe przerywy między kolejnymi rozdziałami, ale to wszystko z faktu że zaczęła się szkoła, egzaminy...jednym słowem MASAKRA !! :D :D


Jeszcze raz przepraszam za wszystko kochani. Kocham was !
Dobranoc :* :* :* :*

NASTĘPNY ROZDZIAŁ WKRÓTCE ! :D :) :*

sobota, 23 stycznia 2016

47. Ciemność

Czasem zastanawiam się jak to wszystko wyglądało by gdyby mnie nie było. W końcu moje życie i tak wykończy mnie bez żadnego ostrzeżenia, przyjdzie, skrzywdzi i kolejny raz pozostawiając samą z sobą, po czasie zabierze. Ile to już razy płakałam, krzyczałam, nie wierzyłam w nic co dawałoby mi szczęście ? Ile razy byłam już bliska końca ?
No właśnie.
Leżę bezwładnie na łóżku, twarzą zwrócona do okna i bez celu ściskam w ręku skrawek pościeli, na której właśnie leżę. Nie płaczę. Nie mam siły. Kto by pomyślał, że wieści o ojcu tak bardzo mnie zniszczą. A czekaj...to ja. Wzdycham zmęczona i siadam na materacu odganiając włosy z twarzy. Mój wzrok chwilę potem ponownie wędruję w kierunku śniadania pozostawionego przez Olivię. Talerz z kanapkami stoi na komodzie przede mną, a już ich sam zapach wzmaga we mnie odruchy wymiotne.
Przez chwilę mam ochotę zadzwonić do Nate’a, ale kiedy już mam wybrać kontakt, wycofuje się. Zamiast tego zbieram sportowy strój i ruszam do łazienki.

******
Duszący  ból klatki piersiowej sprawia, że już prawie nie mogę wziąść wdechu, mięśnie krzyczą od nadmiaru wysiłku, kolejna strużka potu ścieka po mojej skroni, kiedy zaczynam coraz szybciej biec. Nie chcę myśleć, nie chcę już więcej czuć ! Wszystko co dotąd kłębiło się w mojej głowie znów ulatnia się z zawrotną prędkością. Ból przejmuję kontrolę nad wszystkim co robię, nie mogę skupić myśli na czymś innym...i o to właśnie chodziło. Prawie, że sprintem przebiegam kolejna ulicę restauracji i kieruję się w kierunku Tower Bridge. Delikatny powiew wiatru bijący od Tamizy opatula moją twarz, kiedy biegnę blisko wody. Skręcam w kolejną ulicę bogatych budynków nagle czując palący ból w prawej łydce. Ignoruję ten fakt i jeszcze szybciej pokonuję odległość dzielącą mnie od wyznaczonego celu. Zerkam na zegarek, którego wskazówki pokazują dopiero siódmą trzydzieści. Biegnę już od półtora godziny, a na myśl o powrocie do domu znów czuję ten znajomy ucisk w żołądku. Nie chcę tam wracać, jeszcze nie.
Słońce oświetla delikatnie każdą część miasta, mam wrażenie, że temperatura w jednej chwili wzrosła o jakieś dziesięć stopni. W uszach mi szumi, ból w łydce pali moją skórę.  Łzy powoli opatulają moje oczy, jednak nie zatrzymuję się. Teraz nie.
Zaledwie dwie godziny snu przerywane co po chwila kolejnym koszmarem zmusiły mnie do tego co teraz robię. Muszę się w końcu uwolnić, kolejny raz zapomnieć.
Komórka znów wibruję mi w kieszeni,a ja ponownie udaję, że tego nie czuję. Niezależnie kto ma teraz do mnie jakąkolwiek sprawę, musi poczekać.  
Nagle obraz przed oczami robi się całkowicie ciemny, ból w łydce staję się nie do wytrzymania, upadam. Czuję jak moja skóra rozdziera się pod wpływem betonowego chodnika, nie mogę wziąść wdechu. Zupełnie tracę kontakt ze światem.
Harry

-Louis pozwól na chwilę !
W drzwiach studia zaraz potem pojawia się postać przyjaciela. Siada obok mnie i zerka to na mnie to na laptopa.
-Tylko mi nie mów, że kupiłeś kolejny komputer- wzdycha- Hazza mamy już pięć !
-Nie, nie o to chodzi- śmieje się- Chyba coś znalazłem
Pokazuję mu ekran laptopa, przesuwając go na kolana Tomlinsona
Jego źrenice rozszerzają się, kiedy czyta tekst przedstawiony przed nim
-Ale...jak tyś to znalazł ?!
-Nieważne- wzdycham- Z tego wnika, że ten gość, który podaję się za ojca Emilly pracuję w Nowym Yorku i jest szefem wytwórni……...Syco Music.
-To niemożliwe ! Przecież Cowell….
-..ma wspólnika- kończę za niego
-Cholera jasna !
-Reszta informacji się zgadza. Urodzony w Londynie, na stałe zamieszkały w Nowym Yorku. Nigdy nie karany, jest czysty. Nawet choćbym chciał nie znajdę nic na tego faceta.
Louis przeczesuję włosy i wzdycha.
-I co mam jej teraz powiedzieć ?! Twój ojciec jest bogatym dupkiem, który dorobił się fortuny niszcząc ci życie ?!
Poza tym, co z matką ?
-Nie żyje od trzech lat. Wypadek samochodowy.
Brunet wstaje i zaczyna chodzić w tą i z powrotem.
-I co teraz zrobimy ?
-Może pozwól jej o tym zapomnieć
-Ten facet nie odpuści. Widziałem desperacje w jego oczach, kiedy Em nie chciała przyjąć od niego tego cholernego numeru.
-Słuchaj, jutro wyjeżdżamy. Daj jej czas na oswojenie się z tym wszystkim.
-Może masz rację- wzdycha
Naszą rozmowę przerywa wołający nas krzyk z korytarza. Zamykam laptopa i klepie Lou po ramieniu.
-Będzie dobrze stary. Teraz chodź, nagramy tą ostatnią ścieżkę

Emilly

Moją twarz w jednej chwili oblewa fala wody.  Wzdrygam się otwierając oczy i ocierając twarz. Z trudem łapie powietrze.  
-Tylko spokojnie- odzywa się głos obok
Przechylam głowę i lekko podnoszę się na łokciu. Z rany na ramieniu cieknie mi krew, całe ręce mam w zadrapaniach.
-Kim jesteś do cholery ?!
-Nazywam się James. -przedstawia się
Widząc moje nieporadne próby wstania zrywa się i pomaga mi przejść na ławkę. Ból w łydce stał się jeszcze gorszy. Te kilka kroków pokonuję kulejąc.
Opadam na oparcie ławki. Płuca pieką mnie przy każdym wdechu, rwący ból ramienia nie pozwala ruszyć ręką. Nieźle się załatwiłam, nie ma co.
Dopiero po chwili ponownie wracam do rzeczywistości. James siedzi obok mnie i przygląda niepewnie. Jego długie, kruczo czarne włosy związane ma w mały kucyk na tyle głowy. Jego lekko opalona karnacja sprawia, że czy tego chce czy nie, nie jestem w stanie oderwać od niego wzroku.
-Wszystko w porządku ?- pyta po chwili
-Tak, tak- odpowiadam nerwowo - Po prostu ja. ...trochę zakręciło mi się w głowie
-Jesteś odwodniona- wzdycha- do tego ta kontuzja…
-Zwolnij trochę - przerywam mu- Skąd to wiesz ?
Chłopak zaczyna się śmiać
-Jestem studentem medycyny- tłumaczy- Sucha skóra - odwodnienie, kuśtykanie na prawą stopę - zerwanie mięśnia w łydce
-Mogłam przecież tylko skręcić kostkę - bronie się,  znów spotykając się z jego uśmiechem.
-Gdybyś miała tylko skręconą kostkę,  mogłabyś chociaż na chwilę oprzeć na niej  ciężar
-Wow, niezły jesteś - śmieje się - Jestem Emilly
Ściska moją dłoń i znów wraca do pozycji wyjściowej.
Dotykam zranionego ramienia i syczę kiedy moje palce zbyt mocno dotykają rany.
-To nie wygląda dobrze - stwierdza James - Nieźle się po turbowałaś
-Co ty mi powiesz ?- drwię- Długo tam leżałam ?
-Nie mam pojęcia. Kiedy cię znałem już byłaś nieprzytomna. Jadłaś coś dzisiaj ?
-Nie, mam trochę problemów i chciałam trochę. ...zapomnieć.
-Gdyby nie ja mogłaś zrobić sobie coś znacznie gorszego niż te zadrapania
-Nie zapominaj o łydce - śmieję się
Chłopak dołącza do mnie i przeczesuje włosy. To samo robi Harry gdy jest zdenerwowany. Czy wszyscy faceci tak mają ?!
-No nic będę się już zbierać- mówię po chwili
Wstaję ponownie słysząc znajomy szum w uszach, łydka jakby na złość zaczyna dwa razy mocniej palić moją skórę, znów jest mi słabo. W ostatniej chwili łapią mnie ratujące ramiona James’a. Nasze spojrzenia się spotykają, kiedy tkwimy tak w bezruchu przez następne sekundy.  Toń jego niebieskiego spojrzenia świdruję mnie na wylot. Moje serce w jednej chwili przestaje bić. W końcu ponownie próbuje stanąć o własnych siłach. Wciąż trzymają mnie umięśnione ramiona chłopaka.
-Chyba muszę ci pomóc - śmieje się -zawiozę cię do szpitala
- Co ? Nie ! Ja nie mogę jechać do szpitala !
Jutro mam bardzo ważny wyjazd, Lou…
-Jaki Lou ?
-Mój chłopak - wzdycham spoglądając na pierścionek- To znaczy, narzeczony- poprawiam już całkowicie czerwona
-W takim razie gratuluję - mówi biorąc mnie na ręce
-Uwierz mi, w mojej sytuacji nie ma czego gratulować.
-Jest aż tak bardzo zły ?
-Kto ?
-No ten twój Louis
-Nie ! Nie, no co ty ! Nie o to mi chodziło - śmieje się
-W taki razie o co ?
Otwiera drzwi samochodu i delikatnie opuszcza mnie na siedzenie pasażera po chwili klękając przede mną z apteczką w ręku.
-To długa historia
- Mam czas- uśmiecha się
-Znam cię od jakiś 15 minut. Nie wiem czy to dobry pomysł  
Oczyszcza moje rany i owija bandaż wokół mojego ramienia. Podobnie robi z nogą. To chore ile razy już ktoś mnie ratował. Co jest ze mną nie tak ?!
-Musisz na nią strasznie uważać, no i przez następny tydzień zupełnie jej nie obciążać.
-Czyli co ? Kule ?
-Niestety
Wzdycham zrezygnowana. Już widzę jak zwiedzamy Nowy York. Z kulami przez świat. Cholera jasna !
-Na tylnym siedzeniu znajdziesz wodę. Wypij. Jesteś stanowczo zbyt odwodniona.
Wykonuję jego instrukcję i wypijam ponad połowę litrowej zawartości butelki. To nie był dobry pomysł żeby nie zabierać ze sobą wody. Przecieram ręką mokre usta i odkładam butelkę na miejsce.
-Gotowe- stwierdza wstając.- Powiedz mi tylko gdzie cię odowieźć. No chyba, że…..
-Żadnego szpitala !
Chłopak zaczyna się śmiać. Okrąża samochód dookoła o siada na miejscu kierowcy.
Zamykam drzwi i przypinam pas. Czemu zawsze to ja muszę coś sobie zrobić ?!
-Jest mi tak strasznie głupio. - wzdycham- Dziękuję ci za to wszystko
-Daj spokój - prycha- To gdzie cię zawieźć ?
Pokazuję mu adres wyświetlony na ekranie telefonu i uśmiecham się
-Tam  będzie w porządku
Znów oboje zaczynamy się śmiać, kiedy samochód właśnie włącza się do ruchu.

Parkujemy pod domem jakieś pół godziny później. James pomaga mi dojść do drzwi, wciąż podtrzymując mnie za ramię.
-Jeszcze raz bardzo cię dziękuję -mówię kiedy już oboje stoimy przed drzwiami.
-Nie ma sprawy. To jest mój numer- podaje mi wizytówkę - Wiesz, gdybyś przez przypadek znów coś sobie zrobiła - śmieję się
-Dziękuję - uśmiecham się - Zadzwonię.
-Miło było Cię poznać Emilly
-Ciebie też James. Jeszcze raz dziękuję.
-Naprawdę nie ma sprawy. Uważaj na siebie.
-Ty też
Nagle drzwi otwierają się na oścież, a w ich futrynie odnajduję Louisa. W pierwszej chwili mam wrażenie, że zaraz rzuci się na chłopaka.
-Możesz mi wyjaśnić co tu się właściwie dzieje ?!- jego głos budzi u mnie ciarki
Jeszcze tylko tego było mi trzeba. Szykuje się kolejna awantura. Mam już dość. 
-Przepraszam Cię - zwracam się do James’a
Uśmiecha się lekko i odchodzi, już po chwili opuszczając podjazd. Minutę później nie ma po nim żadnego śladu.
-Więc ?
Jego wzrok znów stał się taki dziki. Stoi przede mną z rękami skrzyżowanymi na piersi i wpatruję we mnie tymi swoimi płonącymi źrenicami.
Przestaje być spokojna. Tracę nad sobą kontrolę. Zbyt wiele problemów znów spada jedynie na mnie.
-Widzę, że znów bardziej przejmuję cię twoja pieprzona zazdrość niż to, że prawie dzisiaj zginęłam !

Kochani !!!!!!
Wróciłam i to nawet z nowym rozdziałem :D
Przepraszam was, że tak długo czekaliscie na ten rozdział, ale tak jak wcześniej wspominałam całkowicie zgubiłam pomysł na ten rozdział  :(
Jak wrażenia ?  Mam nadzieję, że rozdział przypadł wam do gustu :)

Wszystkiego dobrego misie :* :* :*






czwartek, 17 grudnia 2015

46. Do you remind me ?

Twoim ojcem, twoim ojcem, twoim ojcem, twoim ojcem. Słowa odbijają się w mojej głowie niczym echo. Patrzę na człowieka stojącego przede mną i nie mogę drgnąć. To jakiś żart prawda ? Kolejny niewinny dowcip ?
Mój oddech nagle staje się krótki, mam wrażenie, że za chwilę zemdleje. Kurczowo przytrzymuję się drzwi, kiedy kolejny raz podnoszę wzrok na nieznajomego.
-Przepraszam, ale to jakiś żart ?! Jeśli szuka Pan sensacji to przepraszam, ale nie śmieszą mnie takie żarty !
Nagle koło mnie znajduje się Lou. Patrzy na nieznajomego podejrzliwie, kiedy ja coraz bardziej tracę oparcie w nogach.
-Wszystko w porządku ? - pyta obejmując mnie ramieniem.
-Rozumiem, że jesteś zaskoczona, ale nie odnalazłem cię bez powodu kruszynko…
-Proszę tak do mnie nie mówić !
-Em kto to jest do cholery ?!
W ataku złości ignoruje pytanie Lou. Mężczyzna nagle pochmurnieje.
-Musimy porozmawiać
-Przepraszam, ale nie wydaje mi się, żebyśmy mieli o czymkolwiek rozmawiać. Zresztą to na pewno pomyłka - wzdycham - moi rodzice zmarli dawni temu
Czuję jak chłopak zaciska uścisk wokół mojej talli. Chcę mnie uspokoić.
Zamykam drzwi kiedy nagły opór mi na to nie pozwala.
-Co pan robi ?!
-Weź chociaż moją wizytówkę. W razie czego- błaga.
Widzę desperację w jego oczach.
Niepewnie biorę skrawek papieru i spotykam się z bladym uśmiechem człowieka. Z przerażeniem dostrzegam w nim takie same dołeczki jak u mnie. Szybko zamykam drzwi i wyrywam się z uścisku Lou biegnąc do łazienki. Kiedy tylko już się tam znajduję zamykam drzwi na klucz i powoli zsuwam się po drzwiach. Chcę krzyczeć, kopać, powiedzieć wszystko to co tłumi się w moim wnętrzu. Zamiast tego kolejny raz łzy opuszczają moje oczy. Ukrywam twarz w dłoniach czując przy tym jak tusz spływa mi po skórze. Wspomnienie rodziny jest dla mnie zbyt bolesne by kolejny raz rozdrapywać fakt iż istnieją. W mojej głowie już dawno umarli, dlaczego nie mogło tak zostać ?! Nie mam pojęcia kim był ten mężczyzna, ale zbyt wiele szczegółów potwierdza wersję jaką mi przedstawił. Nieważne, że wersję która ponownie mnie niszczy. Na samo uświadomienie sobie tego zaczynam jeszcze bardziej łkać.
Nagle do drzwi łazienki rozlega się pukanie.
-Em błagam Cię porozmawiajmy
Jego głos jest zdesperowany, ponownie budzi u mnie te dziwne motylki w brzuchu. W tej sytuacji nawet to nie chce skłonić mnie do otwarcia drzwi.
Zaciskam powieki jak najmocniej potrafię, nie chcę ich otwierać. Tak bardzo nie chcę ich otwierać! Nie chcę oglądać świata, który ponownie zaciska sznur wokół mojej szyji.  Łzy ponownie ściekają po mojej twarzy. Mam wszystkiego dość.
-Em ja i tak tam wejdę !
Otwieram drzwi i siadam przy szafce pod umywalką. Lou wchodzi niepewnie do środka i zamyka za sobą. Następnie podchodzi do mojej postaci i siada obok, mocno przytulając. Płaczę w jego jasną koszulkę, a tusz do rzęs rozlewa się po materiale ubrania.
-Kto to był ?
-Jak ci powiem to nigdy nie uwierzysz
-Darth Vader ?
-Ktoś znacznie gorszy Lou.
Sadza mnie na swoich kolanach i zmusza bym spojrzała mu w oczy. Ponownie przeciera moje mokre policzki i obdarowuje uśmiechem.
-Myślę, że ten drobiazg, który masz na palcu w zupełności wystarczy, żeby mi o tym powiedzieć skarbie.
Zerkam na diamentowy pierścionek i lekko się uśmiecham. Chłopak bierze moją rękę i przypatruje się klejnotowi.
-Jest piękny -odzywam się
Podnosi na mnie wzrok i odkłada moją dłoń na udo.
-Bo twój.
Owijam uścisk wokół niego, zaraz czując jego ramiona zaciskające się wokół mojego ciała. Znów czuje jak łzy spływają po moich policzkach.
-Ja zwyczajnie nie umiem ci o tym powiedzieć Lou- płacze - Boję się…..
Odsuwa mnie od siebie i znów spogląda prosto w oczy.
-Więc przestań się bać. Przecież wiesz,że przy mnie nic ci się nie stanie.
Biorę głęboki wdech i przecieram policzki.
-Pamiętasz jak opowiadałam ci kiedyś o mojej rodzinie ?
-O tym jak cię zostawili. Oczywiście, że pamiętam.
-Dokładnie- wzdycham- Ten mężczyzna uważa, że jest…...moim ojcem.
Natychmiast czuję na sobie ramiona Lou, kiedy ponownie zaczynam łkać.
-Ale jak to ? Przecież mówiłaś, że już nikt nigdy się nie odezwał.
-Dlatego bo się nie odezwał. Do dzisiaj. Nie wiem co myśleć Louis. To wszystko to jakiś koszmar !
-Nie martw się. Damy radę, przejdziemy przez to. Nie takie rzeczy już pokonaliśmy.
Opieram głowę o jego ramię, a chłopak zaczyna bawić się moimi włosami.
-Wciąż sobie to powtarzam, ale…..
-Nie myśl już o tym. Chcesz iść się położyć ?
-Nie zasnę.
-Wszyscy i tak już poszli spać. Jutro od 7 mamy nagrania w studiu.
-A ty tkwisz tu ze mną
Lou zaczyna się śmiać
-Zrozum w końcu, że to ty jesteś najważniejsza.
Teraz to ja zaczynam się śmiać
-Czekaj co to było ? Coś jakby...tak, na pewno...uśmiech !
Przytulam się do jego rozgrzanego ciała i całuje w policzek.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też kochanie. Teraz chodź- mówi biorąc mnie na ręce - Dzisiaj dostałaś zbyt wiele emocji jak na jeden dzień
Wtulam się w chłopaka do czasu kiedy kładzie mnie delikatnie na łóżku. Sięgam po kosmetyczkę i zmywam pozostałości tuszu jakie są teraz rozlane na mojej twarzy. Po chwili moja twarz znów wygląda w miarę normalnie. Lou kładzie się obok i patrzy na mnie ze współczuciem. Przykrywam nas kołdrą i układam głowę na jego torsie. Chwilę potem czuje jak opatula mnie ramieniem.
-Postaraj się zasnąć.
Podnoszę głowę i spoglądam mu w oczy
-Cieszę się, że Cię mam, wiesz ?
W ułamku sekundy wargi Louisa odnajdują moje. Czuję płomień rozchodzący się po moim ciele, kiedy zaczyna całować moją szyję. Nagle wszystko się ulatnia. Jesteśmy tylko my. Ręce chłopaka wędrują po moich plecach, kiedy ja coraz mocniej zanurzam palce w jego karmelowych włosach. Nagle jednak Lou nas oddziela. Oboje łapczywie łapiemy powietrze.
-Em ja nie mogę. Nie masz pojęcia jak tego chcę, ale nie mogę. To dla twojego dobra.
-O czym ty mówisz ?
-Jesteś sfrustrowana, rozżalona. Nie możemy teraz tego zrobić. To tylko pogorszy sprawę.
Przez pierwsze sekundy odrzucenie z jego strony boli jeszcze bardziej niż myślałam. Boli bardziej od wszystkich tych łez, które wylałam godzinę temu. Powstrzymuję łzy, a w odpowiedzi szepcze tylko ciche okej, po czym ponownie kładę się obok chłopaka. Tym razem tyłem do niego. Już po chwili czuję jak owija swój uścisk wokół mojej talli i przyciąga do siebie.
-Przecież nie chciałem cię zranić Em- szepczę w moje ucho.
W pokoju panuje zupełna ciemność, słyszę jak szybko bije jego serce.
-Nie zraniłeś -odpowiadam łamiącym się głosem. Cholera !
Lou odwraca mnie w swoją stronę, nasze twarze dzieli niewiele. Chłopak ma głowę wspartą na łokciu przez co znajduje się trochę wyżej niż ja. Czuję się taka mała.
-Naprawdę myślisz, że dam się nabrać ?
-Naprawdę nic mi nie jest- mówię kiedy kolejna łza spływa mi po twarzy
Lou delikatnie muska moje wargi swoimi, a ja zarzucam mu ręce na szyję. Odsuwa się,  żeby spojrzeć mi w oczy i odgarnia mi kosmyk włosów za ucho.
-Lepiej ?
-Lepiej.
-Chodź tu - mówi rozkładając ramiona
Wtulam się w chłopaka czując owijające mnie ramiona Lou. Jest mi tam dobrze. Krótko potem oddech Louisa się wydłuża. Śpi.
Próbuję zrobić to samo, ale z marnym skutkiem. Kiedy w końcu przenoszę się w krainę moich snów, niestety okazują się być koszmarami.


Jesteś nikim, jesteś nikim, jesteś nikim. Znajomy głos rozlega się w mojej głowie, kiedy zginam się wpół zasłaniając uszy.
-Przestań !- krzyczę coraz głośniej  
Palący ból rozwiewa się w okolicach mojego brzucha. Odchylam przyciskającą miejsce dłoń z przerażeniem uświadamiając sobie, że jest cała we krwi. Bluzka już całkowicie nasiąknięta krwią ,wydaje się być zbyt ciężka. Podnoszę wzrok, a jedyne co widzę to zamglony obraz kierującej się ku mnie postaci.
Rozpoznaje zielonookie spojrzenie. Jego wyraz twarzy jest poważny, patrzy na mnie z pogardą.
-Chyba najwyższy czas, żebyś to ty wreszcie odkryła prawdę Emilly.
Brak mi tchu, nie mogę mówić !
Nagle obok Lou znajduje się mój ojciec. Obejmuje chłopaka ramieniem.
-W końcu- wzdycha- moje dzieci w komplecie
-Ból brzucha staje się coraz mocniejszy. Wydaje z siebie stłumiony lęk.
-Tak jest Em. Jestem twoim bratem

Z krzykiem zrywam się z kanapy i przeczesuje włosy. Czuję jak Louis przyciąga mnie ku sobie. Wpadam w jego ramiona i zaczynam gwałtownie łapać powietrze.  Jestem roztrzęsiona.
Chłopak gładzi mnie po głowie wciąż powtarzając spokojnie. W tamtej sytuacji za nic w świecie nie chcę opuszczać tych otaczających się wokół mnie ramion.
-Jesteś bezpieczna kochanie.


*******************************************

Ta dam !  No i jest następny :) :D
Kochani dziękuję wam za całe wasze wsparcie i zainteresowanie blogiem. Jesteście niesamowici ❤
Do następnego ! :)





sobota, 5 grudnia 2015

45. Perfect

Ciepło bijące z kominka obija się o moje zmarznięte policzki, kiedy wchodzę do domu otrzepując buty ze śniegu. W tym roku zima zaskoczyła wszystkich,a już szczególności mnie. Kładę torby na boku i zdejmuje płaszcz odwieszając go na wieszak. Chwilę po mnie wchodzi Lou, który jest jeszcze bardziej zasypany torbami niż ja. Nie chce wiedzieć ile pieniędzy zostawiliśmy dzisiaj w galerii.
-Ostatni raz pojechałem z tobą na zakupy - zaklina się chłopak, a ja jedynie zaczynam się śmiać
-Dobrze wiemy, że i tak pojedziesz- stwierdzam podchodząc do niego zawieszając mu ręce na szyi. Uśmiecha się kiedy całuje go w policzek.
-Skąd ta pewność ?
-No nie wiem - moje wargi znajdują jego, a na moje zmarznięte policzki wstępuje ogień.- Może dlatego
Lou zaczyna się śmiać, kiedy obdarzam go uśmiechem małej dziewczynki.
-Jesteś strasznie zimna - stwierdza przytulając mnie
-Odrobinę. Ty też nie wyglądasz na rozgrzanego
-Fakt. Jest mi zimno jak cholera !
-Zaniosę to do pokoju, a ty możesz zrobić mi herbaty- śmieje się
-I co jeszcze ? - pycha- będzie raczej odwrotnie księżniczko
-Niech będzie - wzdycham kierując się w stronę kuchni.
Wyjmuje z szafki dwa kolorowe kubki i wstawiam wodę. W czasie kiedy się przygotowuję, włączam radio i zaczynam szukać jakiegoś sensownego jedzenia w lodówce. Niestety jedyne co znajduje to stara pizza sprzed tygodnia.
-I tak nie znajdziesz tam nic zdatnego do jedzenia- śmieje się Rose wchodząc do pokoju
Odwracam się i sama nie wiem co powiedzieć. Praktycznie jej nie znam, nie wiem nawet czy pamięta jak mam na imię. Dziewczyna chyba wyczuwa moje zmieszane i zaczyna się śmiać.
-Jestem Rose. Poznałyśmy się na ostatniej gali. - śmieje się podając mi dłoń
- Ja… to znaczy, wiem kim jesteś - chichocze- Nie wiedziałam tylko czy to działa w drugą stronę.
Dziewczyna zaczyna się śmiać. No jasne kolejny raz zrobiłam coś głupiego.
-No co ty. Jak mogłabym o tobie nie słyszeć. Słynna Emilly Smitch.
-Nienawidzę jak mnie tak przedstawiają - przyznaje spotykając się z promiennym uśmiechem dziewczyny.
Już zaczynam ją lubić. Biorę jabłko i kładę je na tacy.
-Wcale się nie dziwię. -wzdycha- Ale nie przyszłam tu po to.
Przerywam krojenie jabłka i odwracam się w jej stronę. O co jej chodzi ?
-W takim razie, co się stało ?
-Chciałabym z tobą szczerze pogadać, wyjaśnić parę spraw. Odkąd tu jestem mam wrażenie, że mnie unikasz.
Uśmiecham się na słowa dziewczyny i gestem zapraszam na kanapę. Obie siadamy naprzeciwko siebie
-Chciałabym, żebyśmy się lepiej poznały. Nie wiem jak cie traktować. Z dnia na dzień znalazłam się w domu pełnym sław…..
-.....i zupełnie nie możesz się odnaleźć - kończę
-Dokładnie tak
-Wiesz, w takim razie, nazywam się Emilly Smitch. Miło mi Cię poznać.
-Rose Evans. Mi również - śmieje się
-A więc Rose, teraz trochę lepiej ? Nie martw się, czułam to samo wprowadzając się tutaj.
-Znacznie.
Przez następna godzinę gadamy bez końca. Jak zwykle o wszystkim i o niczym, co po chwila wybuchając śmiechem na wspomnienia dziecinnych żenujących sytuacji.
-A co z twoimi rodzicami ? - pyta w końcu
Odkładam pustą szklankę na stolik i znów kieruje wzrok na Rose
-Zostawili mnie jak miałam 9 lat - wzdycham
- Ja... przepraszam nie chciałam. Strasznie mi głupio ja...
-Nic się nie stało - śmieję się - To nic takiego. Pogodziłam się już z tym lata temu. Zresztą, tak jest lepiej.
-Jasne. Chciałam jeszcze tylko…..
-Widzę, że tu jakieś większe spiski się kreują - przerywa Niall siadając obok na kanapie.
W pierwszej chwili mam ochotę walnąć go w twarz. Nadal w środku jestem na niego zła. Przecież mógł mi to powiedzieć. Unika mojego wzroku, od kiedy tylko wszedł do pokoju. W co my gramy ?!
-Spiski, które przerwałeś- wypalam nie myśląc co mówię
- Rozmawiamy - odzywa się Rose- a ty tu w jakiejś konkretnej sprawie ?
- Po prostu. Stęskniłem się - mówi całując ją w policzek.
- Zostawię was - uśmiecham się - Muszę sprawdzić gdzie się podział Louis.
Kiedy odchodzę słyszę śmiech Rose.Strasznie ją polubiłam.
Już mam wchodzić do pokoju, kiedy nagle zatrzymuje mnie Perrie.
-Czekaj !
-O co chodzi ?- jestem zdezoriętowana- Pomyliłam pokoje ?
- Nie ,ja tylko...chciałam ci coś powiedzieć. Możemy pogadać ?
-Jasne, tylko wezmę komórkę
-NIE !
Odwracam się zaskoczona  w stronę przyjaciółki. O co chodzi ?
-Perrie co ty robisz ?
Muszę ci coś koniecznie pokazać - mówi ciągnąć mnie za rękę. Chcąc czy nie podążam za przyjaciółką aż do tarasu, gdzie po założeniu kurtek wychodzimy w przenikliwy mróz.
-A więc ? - coraz ciasnej opatulam się płaszczem - Co chciałaś mi pokazać ?

Olivia

Ostatni raz poprawiam obrus przyglądając się dziełu jakie stworzyłam na stole. Zbiór ciast, sałatek i Bóg wie czego jeszcze sprawia, że zaczyna mi burczeć w brzuchu. Nie pamiętam kiedy ostatni raz gotowałam,  mam nadzieję, że smakuje choć odrobinę tak dobrze jak wygląda. Ścieram rękawem pot z czoła i ściągam z siebie fartuch odwieszając go na miejsce. Ostatnie danie wędruje na stół, kiedy ponownie poprawiam całą zastawę. Ma być idealnie. Rose zapala świeczki i kończy dekorowanie pokoju kiedy Niall podłącza laptopa do telewizora.
-Wygląda na to, że wszystko jest gotowe.
-Mam nadzieje, że jej się spodoba.- mówi Rose- Tylko gdzie Lou ?
-Nie martw się o niego. Planował to od miesięcy. To mają być jej najlepsze urodziny !
-Jak Perrie da radę utrzymać ją jeszcze z 10 minut na dworze - odzywa się Zayn wchodzący do pokoju wraz z Harrym.
-Ty to przygotowałaś ?- odzywa się Harry przytulając mnie
-A jak myślisz ?
-Mój anioł - mówi całując mnie w policzek
Kątem oka dostrzegam Emilly.
-Zgaście światło ! Idą !!

Emilly

-Perrie chodziliśmy po ogrodzie przez godzinę tylko po to, żebyś pokazała mi śnieg ?! Z tego zimna nie czuję swoich palców !
-Wcale nie tylko z tego powodu- oburza się - zapomniałaś o tym krasnalu ogrodowym bez głowy ?!
Wzdycham zrezygnowana
-Nie masz pojęcia jakie masz szczęście- odzywa się i odchodzi po chwili znikając mi z oczu
-O czym ty mówisz ?
Odwracam się, kiedy moim oczom ukazuje się cały salon w małych świeczkach. Delikatne płomyczki tworzą romantyczny klimat oświetlając jedynie cząstki pokoju. W powietrzu unosi się woń wanilii. Zapomniałam o czymś ?
Nagle w moich uszach rozlega się dźwięk gitary. Dostrzegam kędzierzawe, karmelowe włosy wraz z łobuzerskim uśmieszkiem. Na mojej twarzy ponownie pojawia się uśmiech. Louis podchodzi do mnie coraz bliżej wydając z gitary coraz to inne dźwięki. Czuję jak w końcikach oczu gromadzą mi się łzy. Tłumie krzyk radości pozostający nadal w moim wnętrzu.

I might never be your knight in shining armour,
I might never be the one take home to mother,
And I might never be the one who brings you flowers,
But I can be the one, be the one tonight,

When I first saw you, from across the room,
I could tell you were curious, oh yeah,
Girl, I hope you’re sure, what you’re looking for,
As I’m not good at making promises,


But if you like causing trouble up in hotel rooms,
And if you like having secret little rendezvous,
If you like to do the things that you know we shouldn’t do,
Baby, I’m perfect, baby I’m perfect for you,
And if you like midnight driving with the windows down,
And if you like going places we can’t even pronounce,
If you like to do whatever you’ve been dreaming about,
Baby I'm perfect, baby I'm perfect
So, let’s start right now

And if you like cameras flashing every time we go out, oh yeah,
And if you’re looking for someone to write your break up songs about ,
Baby I’m perfect, baby we’re perfect

If you like causing trouble up in hotel rooms,
And if you like having secret little rendezvous,
If you like to do the things that you know we shouldn’t do,
Baby, I’m perfect, baby I’m perfect for you,
And if you like midnight driving with the windows down,
And if you like going places we can’t even pronounce,
If you like to do whatever you’ve been dreaming about,
Baby I'm perfect, baby I'm perfect
So, let’s start right now.

Gitara milknie, a ja czuję narastające dreszcze na całym ciele. Nie wierzę w to czego przed chwilą doświadczyłam ! To się stało naprawdę ? Błagam oby to nie był tylko kolejny z moich chorych snów !
-Zawsze zaklinałem, że się nie zakocham.- zaczyna powoli kierując się w moją stronę - Po tym jak ojciec nas zostawił straciłem nadzieję na jakikolwiek związek w moim życiu. Nie chciałem nikogo ranić tak jak on zranił mnie dawno temu. Przestałem interesować się miłością, oddalałem każdą szansę, zgasiłem każdą iskierkę gdzieś w najdalszej części mózgu. I wtedy pojawiłaś się ty. Obudziłaś moje serce, sprawiłaś że nie mogłem skupić myśli na zwykłych czynnościach. Zawróciłaś mi w głowie Em. Zapomniałem o problemach, od zawsze liczyłaś się tylko ty. Twój uśmiech, śmiech, twoja obecność. Pokazałaś mi zupełnie inny świat, który wcale nie traktuję mnie jak maszynę, wcale nie wymaga wiecznej szarpaniny uczuć.- kolejna łza ścieka mi z policzka, kiedy sens jego słów wpływa do mojego serca.Chlopak wzdycha i kontynuuje-  Napisałem tą piosenkę, kiedy myślałem, że już nikt nigdy nie zwróci mi świata który kochałem. Napisałem ją wtedy, kiedy uświadomiłem sobie jak wiele mam do stracenia każdego dnia, jak wiele mam do stracenia od chwili kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem. Kiedy spędzałem w studiu godziny pracując nad nową płytą, nad tą piosenką. Marzyłem by kiedyś ją zaśpiewać, tyle, że nie przy setkach ludzi wykrzykujących moje imię. Przy tobie, tylko i wyłącznie przy tobie Emilly. Wiesz dlaczego ? Bo ta piosenka, wierz mi lub nie, jest twoja. Tylko twoja. Wyraża więcej niż mógłbym ci kiedykolwiek powiedzieć czy napisać. To mój dowód. Dowód na to, że jesteś moim całym światem Emilly Smitch. Całym światem.
Dziękuję ci za świat, w który mnie zabrałaś, za twoją obecność w każdej ważnej dla mnie chwili. Dziękuję ci za to, że każdego dnia czynisz mnie najsczęsliwszym człowiekiem na ziemi.
Stoi już teraz przy mnie. Czuję jego gorący oddech na szyi, czuję świdrujące mnie zielone tęczówki. Czuję jak mokre są już moje policzki od setek łez wylanych podczas przemowy Louisa. Chłopak przeciera kolejną i uśmiecha się lekko.
-Kocham cię Em. Żałuję każdej chwili którą muszę spędzać bez ciebie. Jesteś moim darem. Jedynym powodem dla którego co rano na mojej twarzy jest uśmiech. Zawróciłaś mi w głowie kochanie
Nie wytrzymuje. Zatapiam palce w jego włosach, a moje wargi w ułamku sekundy znów spotykają jego. Dawno pocałunek nie zawierał tak wiele emocji jak tamten, który ofiarowaliśmy sobie tamtego wieczoru. Śmieję się przez łzy opierając głowę na jego ramieniu. W ciemności pokoju słyszę popiskiwanie dziewczyn. Wiedziałam, że gdzieś tam są odkąd usłyszałam gitarę.
-Jesteś szalony
-Kocham cię aniołku
-Ja ciebie też
Nagle jednak dzieje się coś czego zupełnie się nie spodziewam. Brunet odsuwa się ode mnie i patrzy prosto w oczy. Jestem zdezoriętowana.
-Od kiedy cię poznałem myślałem o tej chwili. Chciałem, żeby była jedyną, niepowtarzalna, zupełnie przez nikogo nie wymyśloną. Naszą. Wyobrażałem sobie ten dzień jako najpiękniejszy w moim życiu, albo niszczący mnie na zawsze, zależy jak odpowiesz -śmieje się nerwowo - Nie masz pojęcia jak ja się teraz dla ciebie poświęcam.
Lou wyjmuje z kieszeni marynarki czerwone pudełeczko, a ja z niedowierzania muszę zasłonić  usta dłonią. Dosłownie czuje jak moje serce przestaje na sekundę bić.Louis klęka przede mną i ukazuje mi bajecznie piękny (i pewnie drogi) pierścionek z różowym diamentem. Znów zaczynam niekontrolowanie płakać. Mam wrażenie, że ten dzień to jakiś sen.
-Czy uczynić mnie najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi i uczynisz mi ten zaszczyt…...wyjdziesz za mnie ?
Biorę głęboki wdech. Widzę jak bardzo jest przerażony. Staram się opanować, ale moje starania mają raczej marny skutek.
-TAK !!!! TAK !!!! Po stokroć razy tak !!!
Zakłada pierścionek na mój palec i całuje mnie w dłoń. Pierścionek pasuje jak ulał. Rzucam mu się na szyję i całuje najbardziej namiętnie jak tylko mnie stać. Zaraz z ciemności wyskakują przyjaciele z wielkim okrzykiem WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO !!
-Nie wierzę, że to zrobiłeś- śmieje się przez łzy
-Chyba nie myślałaś, że oświadczę się w jakiś zwyczajny dzień ? Wszystkiego najlepszego skarbie.
Wtulam się w chłopaka, a on otacza mnie ramionami. Czuję się bezpieczna, w jego ramionach, czuję się….szczęśliwa. Straszliwie szczęśliwa !!
Tkwię w ramionach Lou tak długo dopóki nie zostaje dosłownie z nich wyrwana przez, podobnie jak ja zapłakaną, Oliwię.
-Ja pierdziele Em, to się stało naprawdę ? Nie wierzę, że jesteś zaręczona !
-Nie ty jedna. Co ja robię ze swoim życiem ?
-W końcu go używasz Lilly.
-Lilly- wzdycham- prawię o tym zapomniałam
Przytulam przyjaciółkę do czasu kiedy dobiegają do nas Rose i Perrie
-Nie no nie mogę- piszczy Perrie- Tak strasznie się cieszę !
Obejmuję mnie ramionami na co zaraz również odpowiada Rose i Oli. Wszystkie jednocześnie śmiejemy się, płaczemy i wrzeszczymy. Kocham je jak siostry !
Kątem oka widzę jak chłopaki otaczają Louisa tak samo jak mnie. Zaczynam się niekontrolowanie śmiać.

Kiedy emocję opadają do tego stopnia, że co sekundę nie słyszę gratulacji siadamy przy stole. Kolejny raz zaczyna się rozmowa typowa dla naszej grupki. Tak jakby zupełnie nic się nie stało. Za oknami jest już zupełnie ciemno kiedy ponad połowa naczyń z jedzeniem przygotowanym przez Oli jest już pusta. Nie wiedziałam, że tak dobrze gotuje. To tiramisu skradło moje serce. Lou bierze moją rękę i splata ze sobą nasze palce. Uśmiecham się do niego szczęśliwa, nic nie jest w stanie opisać euforii jaką czuję w środku. JESTEM ZARĘCZONA !!!!!! Z pewnością jeszcze długi czas zajmie mi uświadomienie sobie tego. Odwracam się i spotykam się z uśmiechem Nialla. Nagle wstaje pukając delikatnie w kieliszek z winem.
-Chciałbym coś powiedzieć
Wszystkie pary oczu są nagle zwrócone w jego stronę.
-Lou jesteś moim przyjacielem. Tak wiele już razem osiągnęliśmy, tyle płyt nagraliśmy, jestem pewny , że gdyby nie ty nigdy to wszystko nie wytrzymało by tak długo jak teraz. Znam cie jak nikt inny i dlatego tez proszę, nie schrzań tego tak jak masz w naturze.
Wszyscy wybuchają śmiechem.
-A ty Em- wzdycha- znam cie chyba, zaraz po Olivii, najdłużej z całego siedzącego tu towarzystwa. Nie mam pojęcia co ci teraz powiedzieć. Nie wiem jak to ująć. Zawsze byłaś, będziesz i jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Przeszliśmy wiele, może zbyt wiele, ale to nieważne. Chce przez to wszystko powiedzieć, że niezależnie co się teraz zdarzy, zawsze możesz na mnie liczyć. Stanę za tobą murem nawet w najgłupszej sprawie. Nawet teraz kiedy jesteś jakby to nie było-wzdycha- zaręczona. Czuję się odpowiedzialny, żeby to powiedzieć. Czasem nie możemy zadowolić wszystkich, czasem zwyczajnie boimy się samotności, wmawiamy sobie coś co nie miało by szans przetrwać. Myślę, że wiesz co mam teraz na myśli.
Chłopak siada, a zaraz potem rozlegają się oklaski. Upijamy wszyscy toast, a ja zaraz potem rzucam mu się na ramiona.
-Dziękuję- szepczę
Opatula mnie ramionami
-Nie ma za co. Pamiętaj, że jestem
-Nigdy nie zapomnę
Wracam na miejsce i kolejny raz zaczynam rozmowę. Jakąś godzinę później w domu rozlega się dzwonek.
-Kto do cholery przychodzi o 23:00 w odwiedziny ?- odzywa się Harry
-Otworzę- wzdycham- może ktoś pomylił adres
Podchodzę do drzwi i otwieram je. Przede mną ukazuję się mężczyzna około czterdziestki Jego włosy zaczynają już siwieć, zmarszczki na czole coraz bardziej się pogłębiają. Wygląda na zmęczonego do czasu kiedy podnosi na mnie wzrok. Jego twarz nagle promienieje.Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że skądś go znam.
-Dobry wieczór
-Dobry wieczór. Pan w jakiejś konkretniej sprawie ?
-Poszukuję panny Emilly Smitch
-To ja, o co chodzi ?
Człowiek wygląda jakby go co najmniej zatkało
-Witaj kruszynko.Nie wierzę, po tylu latach….
-Przepraszam, ale kim pan jest ?- zaczynam się bać
-Twoim ojcem Emilly

 ********************************************************************************************************
Już na wstępie chciałabym was najserdeczniej przeprosić za tak długą nieobecność z mojej strony. Powód ? Całkowita blokada jakiegokolwiek pomysłu na ten rozdział. Za to jak już ją odzyskałam to zgotowała mi taka wizje dalszej historii, że szok ! :D
Postaram się  całego serduszka już nie robić tak długich przerw. Przejdźmy teraz do waszej opinii na temat rozdziału. Ja osobiście na maksa się jaram tymi zaręczynami !!!!! Kurcze tak długo chciałam to napisać i w końcu trafiła się okazja. Mam nadzieję, że wam również się podoba. Piszczie :)

P.S To taki mały prezent ode mnie do was na mikołajki :* :D